Zawsze kochamy na chwilę





Był sierpień 2004 roku. Właśnie skończyły się oficjalne obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Postanowiłam przejść się po Starówce. Na murku pod Zygmuntem siedziały dwie staruszki, bohaterki Powstania. Przysiadłam się do nich. 

Nie pytałam o strach, głód, wszechobecną śmierć. Zapytałam, jak to jest kochać kogoś, kogo jutro już może nie być. 


Zawsze kochamy na chwilę.



Ja i Leszek pobraliśmy się szybko i byle jak. W piwnicy, w gronie przyjaciół, w brudnych mundurach.



Kiedy wracał, wskakiwałam mu na ręce jak dziecko i całowałam do utraty tchu. Kochaliśmy się gdzie się dało, kiedy tylko mieliśmy okazję. Ciągle trzymaliśmy się za ręce. Bez przerwy rozmawialiśmy. Śpiewaliśmy smutne piosenki i snuliśmy piękne marzenia. Malowałam dla niego usta na czerwono, a on przynosił mi kwiatki znalezione w gruzach ukochanego miasta. 



Miasto powstało z gruzów, żyliśmy dalej. Przestałam całować go na powitanie, zarywać noce na rozmowach i miłości. Nie wplatałam już kwiatów we włosy, nie nuciłam piosenek na dobranoc. Przestaliśmy mówić wielkie słowa i cenić drobne gesty. 



Leszek zmarł 20 lat temu. Tamtego dnia nie wiedziałam, że idzie na swoją ostatnią walkę."




Każdy z nas kocha kogoś, kogo jutro już może nie być.

Pamiętaj o tym.


 

2 komentarze: