Chcecie prawdy o samotnym macierzyństwie?




Samotne rodzicielstwo bywa stygmatem. Wywołuje różne reakcje, uruchamia różne skojarzenia. Dlatego nie lubię o tym mówić, dlatego o tym nie piszę. Nie oszukujmy się – rozwód nie jest czymś, z czego można być dumnym. Ale trzeba mieć sporą odwagę, żeby przyznać się do błędu, zamknąć za sobą drzwi i rozpocząć nowe życie. Tylko jakie życie?


Chciałoby się napisać taki lekki, feministyczny tekst o tym jak to fajnie jest być samotną mamą. Sami wiecie: kobieta pracująca, taka zaradna, taka ogarnięta. Dolce vita, spa&wellness, więc w zasadzie po co takiej dziewczynie chłop? Żeby podłogę brudził, metraż uszczuplał?

Tak bardzo chciałoby się napisać ironicznie-motywującą rozprawkę o spektakularnych, codziennych zwycięstwach statystycznej samotnej matki. Tak bardzo chciałoby się samemu uwierzyć, że jest tak super, że już bardziej super nie da rady. Szkoda tylko, że tyle w tym prawdy, co w zdjęciach z Instagrama.

Bo jak jest naprawdę?



Samotna matka to dziwoląg

Ludzie dziwnie się zachowują w towarzystwie samotnej matki. Zwłaszcza małżeństwa i pełne rodziny. Nie wiadomo jak zagadać, o co zapytać, o co nie pytać. Nie wiadomo, jak na taką reagować... współczuciem? podejrzliwością? niechęcią? No bo skoro jest sama, to coś musi być z nią nie tak! Wiadomo przecież, że wszystkie "normalne kobiety" mają mężów u boku.
Samotna matka bywa postrzegana jako zagrożenie dla związków. Kto wie, może chce upolować mojego Misiaczka-Pysiaczka? Czy oby nie jest za miła?  Samotna matka to piąte koło u wozu na każdej rodzinnej czy szkolnej imprezie.



Samotna matka martwi się o wszystko

Życie i rodzicielstwo jest trudne nawet gdy masz towarzysza broni. Samotna matka zostaje ze wszystkim absolutnie sama. Przestańmy mydlić ludziom oczy idyllicznym "planem wychowawczym" i współdzieleniem obowiązków rodzicielskich. Znacząca większość mężczyzn rozstaje się nie tylko z kobietą, ale również z dziećmi. Bo jak inaczej nazwać widywanie się z nimi raz na kilka miesięcy? To matka troszczy się o dach nad głową, jedzenie, edukację, badania lekarskie. Matka kupuje ubrania, z których dziecko i tak wyrośnie za miesiąc, opłaca zajęcia dodatkowe, organizuje wakacje. Ojciec, jak dobrze pójdzie, zrobi przelew. Na ułamek kosztów utrzymania dziecka. A i to, jak wiadomo po statystkach, nie jest takie pewne. Polscy tatusiowie nie lubią płacić alimentów.



Samotna matka nie ma na nic czasu

Jeśli nie masz pod ręką dziadków czy innej rodziny, masz przerąbane. Chyba, że stać Cie na opiekunki. Zawalasz relacje z przyjaciółmi, nie możesz spontanicznie ruszyć po pracy na zakupy, zapominasz o ważnych terminach, od dwóch lat nie wymieniasz oleju w samochodzie. Z pracy od razu lecisz odebrać dziecko ze szkoły i cały wieczór próbujesz jakoś ogarnąć wszystkie obowiązki, a nawet jakościowo pomatkować - poczytać, wybrać się na wycieczkę, porysować. Taki tryb życia leczy z perfekcjonizmu i pedanterii. I uczy siedzenia po nocach. Inaczej się nie da.



Samotna matka nie ma urlopu

...ani chorobowego, ani wypoczynkowego. Jeśli jedziesz na wakacje sama z dzieckiem, stajesz się automatycznie całodobowym animatorem wycieczki. Oczywiście, są sposoby na cudowny urlop 1+1 (klik!), ale nie oszukujmy się: samotne podróżowanie z dzieckiem to ogromne wyzwanie. 

A co do chorowania...cóż, nie ma takiej opcji. Musisz być silna, choćby za cenę naćpania ketonalem. Nikt za Ciebie nie odbierze dziecka ze szkoły, nie nakarmi, nie "napieści", nie ogarnie zeszytów. Chorować to sobie można w nocy.



Samotna matka nie chodzi na randki

Bo niby kiedy i z kim? Liczba sensownych, wolnych mężczyzn po 30. jest przerażająco mała. I jeszcze mniejsza tych, którzy są skłonni "tolerować" dziecko innego mężczyzny. I najważniejsze:dzieciaty mężczyzna to po prostu singiel z alimentami. Dzieciata kobieta- towar drugiej kategorii.



Samotna matka czuje się winna

Tak, niepełna rodzina to znacznie lepsza opcja niż rodzina patologiczna. Ale choćbyś nie wiem jak była pewna swojej decyzji, będziesz żyć z poczuciem winy wobec dziecka. Wiem, to absurd. Ale samotne matki czują się winne, że nie dały dzieciom lepszych ojców, boją się, że może mogły coś jeszcze zrobić, jeszcze zawalczyć. Bo cały świat krzyknie im w twarz, że to straszne, że dziecko wychowuje się bez ojca. Książki psychologiczne i pedagogiczne ociekają wręcz potwornymi konsekwencjami życia w niepełnej rodzinie. Więc żyjesz w lęku, że dziecko przez to nie będzie rozwijać się dobrze, że sobie nie poradzi w życiu, że będzie musiało latami chodzić na psychoterapię. 


Samotna matka bywa naprawdę samotna

Notoryczny brak czasu, zaniedbanie relacji z przyjaciółmi, codzienna pogoń za normalnym życiem. Praca-sklep-dom, praca-sklep-dom. Są dni, czasem nawet tygodnie, że nie masz do kogo otworzyć gęby. I nagle zdajesz sobie sprawę, że jedyne o czym rozmawiałaś od kilku dni, to przebieg konfliktu Spidermana z Venomem. Że od miesięcy nikomu nie mówisz, jak się czujesz. Bo nie możesz. Bo boisz się reakcji. Bo musisz być silna. 

Bo nikt poza inną samotną matka nie zrozumie, co to naprawdę oznacza. Ile w tym dumy, ile przerażenia, ile satysfakcji, strachu i samotności. Ale o tym nie napiszą w Cosmo.





EDIT: ponieważ część czytelników odniosła wrażenie, że pisałam wyłącznie o swoich przeżyciach, jestem zmuszona zamieścić sprostowanie: większość publikowanych przeze mnie tekstów powstaje po analizie różnych źródeł (for internetowych, rozmów z kobietami etc.), a nie wyłącznie na podstawie moich doświadczeń czy przemyśleń. Należy zatem traktować je jak uśredniony obraz zjawiska, a nie moje wołanie o pomoc czy próbę ataku na jakąś grupę społeczną :)



foto: http://kotkowicz.pl/

10 komentarzy:

  1. oj, ciężki temat. Ja chyba po prostu próbuje żyć najlepszym życiem jakie mogę i pilnować najlepszych relacji taty z córką, a także naszej trójki. To moja największa ambicja, by córka czuła się wspólna, nie między młotem a kowadlem. Odpukać, udało się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ojciec współpracuje, to wspaniale! na pewno we wszystkim jest nieco łatwiej.

      Usuń
  2. Byłam przez pewien okres swojego życia samotną mamą (2,5 roku) i nie mogę się zgodzić z kilkoma punktami: nigdy, nikt nie dał mi odczuć, że jestem dziwolągiem. No nigdy! Mało tego, ja nigdy się tak nie czułam, więc może o to chodzi? Że nie miałam z tym problemu więc nie doszukiwałam się oznak tego u innych? Co jeszcze... A! Miałam czas na randki :) No jasne, że nie tyle ile wcześniej (zanim mamą zostałam), ale z drugiej strony więcej niż jak się jest mężatką haha Bo kiedy tato dziecko zabierał do siebie, ja miałam czas wolny. A w małżeństwie? trzeba malucha "rodzicom sprzedawać", żeby taką randkę sobie zorganizować. No i nigdy, przenigdy, nie czułam się winna. Ja nie wiem, może moje myślenie było inne? Ja chodziłam dumna jak paw, że daję radę, że mam szczęśliwe dziecko które nie musi słuchać ciągłych kłótni rodziców. NIgdy nie poczułam się gorsza, nawet jak poznawałam jakiegoś faceta to od razu mówiłam, że mam dziecko i nigdy nawet nie wpadło mi do głowy to przed kimkolwiek ukrywać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zazdroszczę, ale nie wszystkim kobietom to się udaje.

      Usuń
    2. Zgadzam się w 100%. też nigdy nie czułam się ani gorsza ani dziwna ani winna. Czasu mam dla siebie więcej teraz mając jedno dziecko niż jak miałam dwoje (tym drugim mentalnie był partner). Dbam o siebie randkuje i ciesze życiem i zupełnie nie żadne bolączki wymienione w tekście. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Ja też nie do końca się zgadzam.
    Kuba ma 3,5 roku.
    A ja kompletnie nie czuję się winna.
    Nigdy, nikt nie dał mi odczuć, że jestem dziwolągiem.
    "Dzieciata kobieta- towar drugiej kategorii." Błagaaaaaaam! :<

    OdpowiedzUsuń
  4. Natomiast moja osoba czuje się jak "dziwoląg". Z brzuchem wróciła z wielkiego miasta do wsi liczącej niewiele ponad 2 tys. mieszkańców, gdzie w większości każdy każdego zna, a jego życie jeszcze lepiej jak swoje własne.
    Z brzuchem wróciła do rodziców, ich domu i na ich zmartwienie, co więcej - UTRZYMANIE! Na plecach aż czujesz spojrzenia innych i to nie histeria, a fakt, że tak jest. Kiedyś się tym nie przejmowałam, wyjechałam na studia jako młoda kobieta. Przerośnięta ambicjami i trach! Wpadka!
    Studia nie skończone, facet puka Twoją byłą współlokatorkę, sama masz "obcego" w brzuchu, który lada dzień pojawi się na świecie, a serce (mimo, że to tylko mięsień) złamane.
    I to pieprzone poczucie winy z każdej strony... Próbuję jednak żyć normalnie, nie gotowa na nic, absolutnie na nic.
    Pozostaje mi czekać na Marysię i każdego dnia mówię sobie jeszcze kilka dni i wszystko się zmieni... Naiwna jak zwykle, mam nadzieję, że zmieni się na lepsze.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieciata to towar gorszej kategorii z punktu widzenia faceta i tego się nie da wyprzeć, zaprzeczać. W porównaniu do wolnej panienki które tabunami marzą o zamążpójściu lub choćby przytuleniu bez zobowiązań
    a jak tu rodzinie powiedzieć, kumplom się tłumaczyć z cudzego dzieciaka
    jak z kumplami rozmawiam, to raczej w narzekaniu na starokawalestwo tylko podają powód że "bo się same rozwódki dzieciate trafiają"
    Statystyka: Co roku 200 tys. Polaków wchodzi w małżeństwo, ponad 60 tys. z niego wychodzi. Około 16 proc. rozwiedzionych znajdzie kogoś. Takich, którzy nie znaleźli i nie znajdą, szacuje się na 1,5 mln. Nie znajdą nikogo zwłaszcza samotne matki (wychowują one 14 proc. polskich dzieci, w wielkich miastach stanowią prawie 20 proc. wszystkich matek, samotni ojcowie to tylko 2,2 proc. wszystkich ojców).Rozwiedzeni mężczyźni wchodzą zwykle w nowe związki, kobiety pozostają same i w wielkich miastach to już co ósma spośród wszystkich

    OdpowiedzUsuń