Świat, którego już nie ma



Jestem z miasta. Lubię sklepy całodobowe, podróże metrem i jedzenie w restauracjach. Lubię swoje maleńkie mieszkanie, hamak na tarasie i miętę w doniczkach. Ale biegnąc po schodach ruchomych, wsłuchana w szum samochodów, wpatrzona w światła milionów samotnych okien, tęsknię za innym niebem, innym powietrzem, innym życiem. 
 

Tęsknię tak prosto i naiwnie, bo tego świata już nie ma. A może nigdy nie było?


A może nigdy nie było smaku chleba świeżo upieczonego w piecu, kąpieli w cynowej balii w wodzie rozgrzanej letnim słońcem, zapachu nieba po burzy, dotyku dojrzałych kłosów łaskoczących ręce i policzki gdy biegło się przez pola aż po horyzont, aż po utratę tchu?


A może nikt nigdy nie tańczył boso w deszczu, nie całował pachnącego mlekiem nosa cielęcia, nie jadł malin prosto z krzaka i jabłek siedząc na drzewie? 


A może nie da się spać w stodole na sianie, czesać włosów palcami, kapać się w górskim strumieniu, budzić się wraz z poranną rosą, zasypiać słuchając szeptu gwiazd?


Ja, leniwy człowiek miasta, zatruty stworzonymi przez marketing potrzebami, tęsknię za wędrówkami bez celu, brudnymi butami, zapachem ogniska we włosach. Tęsknię za pieśnią lasów, pieśnią ptaków, pieśnią nieba bez granic.


Zanim świat za którym tęsknię stanie się tylko snem, zaplotę warkocze, wezmę za rękę dziecko, które podarował mi architekt gór i głębin oceanów i ruszę w drogę. Bo ta tęsknota musi w nas trwać.








2 komentarze: