Chwała nosicielkom!



W poniedziałek rozpoczął się Międzynarodowy Tydzień Bliskości, zwany też „Tygodniem Noszenia”. Niestety, nie będę mogła wziąć udziału w żadnym evencie. Mimo wyznawanych zasad, nigdy jakoś nie integrowałam się ze środowiskiem, które zmieniło moje spojrzenie na macierzyństwo. Dlatego postanowiłam wykorzystać okazję i podziękować...
 

Jak zaczęła się moja przygoda z noszeniem? 


Nie pamiętam dokładnie momentu, gdy po raz pierwszy trafiłam na forum chustowe. Chyba pokierowała mnie tam dziewczyna z innego, ciążowego forum. To był mój pierwszy kontakt z tym tematem – żadna ze znanych mi kobiet nie nosiła dziecka, nie przypominam sobie nawet, żebym wcześniej w ogóle widziała chusty. Ale od razu poczułam, że dobrze trafiłam. 



Tu było inaczej niż na innych forach. Było spokojnie i lekko. Wszystko wydawało się naturalne i proste. Urzekła mnie atmosfera, solidarność i siła kobiet, które tam pisały. Rozmawiały o rzeczach trudnych bez paniki, wierzyły w siebie – w siłę swoich ciał i nieomylność instynktów


I wierzyły w siebie nawzajem.  



Zaskakiwała mnie ich mądrość – piękna i czysta, pierwotna i stara jak ludzkość. Czytając kolejne strony forum niemalże słyszałam miękki szept kobiecych głosów, chwytałam blask setek źrenic, dalekie echo śmiechu dzieci.  


Niewiele pisałam sama, wolałam przycupnąć gdzieś z boku i posłuchać ich opowieści. I z każdą chwilą dojrzewać do własnej historii. 


I miłości, która zmieniła moje życie.





  


Dziękuję...



Dzięki Wam moje macierzyństwo zyskało inny, głębszy wymiar. Moje wspomnienia zawsze będą miały zapach Jego skóry i włosków, melodię Jego oddechów i bicia naszych serc.





 

 


Dzięki Wam, bardziej niż kiedykolwiek, szanuję i podziwiam kobiety. Te które były przed nami i te którym to my damy życie.



Dzięki Wam wiem, że jesteśmy silne. Wiem już, że matka to nie coś miękkiego, ciepłego i bezkształtnego, ale niepohamowany, pierwotny żywioł. 









Dzięki Wam zawsze ufałam instynktom, a nie profesjonalistom i lokalnym mędrkom. Nigdy tego nie żałowałam.



Dzięki Wam macierzyństwo dodało mi skrzydeł, a nie zepchnęło na margines życia. Słyszałam huk oceanu nad brzegiem przepaści, widziałam zbocza gór pokryte wrzosem i tańczące na falach delfiny. 




  




Zwyczajne rzeczy stawały się niezwykle, bo On był tam ze mną. Odkrywałam na nowo świat – kawałek po kawałku. Zakochiwałam się raz jeszcze w dźwiękach i obrazach, bo patrzyły na nie również Jego oczy, słuchały ich Jego małe uszka.










Dzięki Wam mogę dziś powiedzieć – niczego bym nie zmieniła. 


I tęsknię za ciężarem Jego ciała, bo niosąc go – niosłam cały świat.



 



 

4 komentarze:

  1. Ach, Stella. W takie czułe struny trafiasz...

    Nie używałam chusty, tylko miękkiego nosidełka, ale też nie siedziałam zamknięta w czterech (a nawet czterdziestu) ścianach, pokazywałam małej istocie co tylko mogłam. Góry poznał, jak miał 4 miesiące, morze - jak 5. Przed ukończeniem roku odbył pierwszą podróż samolotem, a kilka miesięcy później spędził 2 tygodnie na wyspie nieco większej niż Warszawa, na Oceanie Atlantyckim.

    I już myślę o tym, co mu pokazać, gdy skończy 2 lata :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Rewelacyjnie się Ciebie czyta:)

    OdpowiedzUsuń