Miłość na śniadanie





Niedawno minęło 20 lat od kiedy zmarła moja ukochana Babcia. Nie pamiętam Jej zbyt dobrze. Pozostało tylko kilka ulotnych wrażeń, mnóstwo emocji. 
I Jej kruczoczarne, błyszczące na niebiesko włosy, skośne szarozielone oczy, śliwkowa sukienka i czerwone usta. 

Była piękna. Piękna i smutna. Nie miała zbyt szczęśliwego życia. Ale potrafiła kochać. 

Czasem wydaje się nam, że trzeba wielkich gestów i jeszcze większych słów. Gigantycznych bukietów czerwonych róż, drogich prezentów, poważnych deklaracji w majestacie Urzędu Stanu Cywilnego. Czekamy na Święta, Walentynki, rocznice. 

Ona nie czekała. 

Była mistrzynią zwykłej, codziennej miłości. Zawsze wrzucała kostkę czekolady na dno serka homogenizowanego. Robiła nam namiot z prześcieradeł na balkonie w czasie burz (to dzięki niej do dziś kocham pioruny). Lepiła najpiękniejsze figurki z plasteliny. Nauczyła mnie jeździć na rowerze i kochać przyrodę. 

Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek powiedziała mi że mnie kocha. To było oczywiste. I dotykalne jak kanapka z serem, kwiatek z bibuły czy świeżo wyprasowana pościel. 
 

Prawdziwa miłość karmi głodnych, ogrzewa zmarzniętych, otacza ramionami tych, którzy płaczą. Prawdziwa miłość jest tuż obok. Kiedy gasną reflektory i zdejmujemy maski. Kiedy można być po prostu człowiekiem.  



Rzadko zapamiętujemy na dłużej wielkie słowa czy kosztowne prezenty. Zapamiętujemy wrażenia i emocje. Maleńkie gesty, spojrzenia, zapach deszczu na włosach. To fascynujące i przerażające zarazem.




Kilka dni temu mój Syn otwierał drzwi kluczem, ja stałam obok totalnie obładowana torbami - właśnie wróciliśmy ze Świąt. Nagle zatrzymał się, znieruchomiał.

- Znam tego misia - powiedział przyglądając się pluszowemu, mocno już zużytemu brelokowi.
- Skarbie, otwórz już, ręce mi zaraz odpadną...
- Ale ja go ZNAM. Przypięłaś mi go do spodni, jak pierwszy raz byłem w przedszkolu. Żebym się nie bał i pamiętał o Tobie. 



To było ponad 3 lata temu. Spontaniczna decyzja, minuta rozmowy. A On pamięta. Zapytałam, co jeszcze utkwiło mu w pamięci i kiedy czuje jak bardzo go kocham.


...kiedy rysujesz mi serduszka ketchupem na kanapkach... układasz z literkowych płatków moje imię... wymyślasz głupie wierszyki i piosenki... całujesz mnie, kiedy myślisz że już śpię... łaskoczesz, kiedy się gniewam... biegasz ze mną po kałużach... nosisz mnie na rękach, mimo że jestem już ciężki...


Było tego więcej. Rzeczy, które nic nie kosztują. Gesty, które zajmują tylko chwilę.  




Bo kiedy kogoś kochasz, to wiesz jak sprawić mu radość, Mamo...



Tak po prostu. Na co dzień. W międzyczasie. W biegu.



5 komentarzy: