Mały elementarz krytyka



Podobno Polacy słyną z krytykanctwa. Komentujemy, konfrontujemy, hejtujemy, rzucamy błotem...  To nie jest wyłącznie polska cecha. W czasach pozornej animowości internetowej, w świetle monitorów, w szumie serwerów, bezmyślnie detonujemy słowa. Ślepi na możliwe ofiary, bez reszty zakochani w swoim wirtualnym ego.

Kto z Was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.





Na swoją arogancję i okrucieństwo mamy wiele pięknych określeń: "konstruktywna krytyka", "święte oburzenie", "nie zrozum mnie źle", "wyrażam obawę", "podpisano: Życzliwy". Grafomańskie kłamstwa. Krytyka rzadko jest konstruktywna - zazwyczaj zostawia po sobie tylko zgliszcza. 


Przestańmy oszukiwać siebie samych. Krytykując innych - ich wygląd, rodzinę, pracę, czyny czy słowa, zazwyczaj tępo wpatrujemy się we własny kawałek podłogi. Drugi człowiek jest tylko pretekstem by odegrać własne przedstawienie - pokazać się w lepszym świetle, poczuć się lepiej, zabłysnąć, wyrazić tłumione frustracje. I jest bardzo cienka granica między obroną własnego stanowiska a fanatyczną krucjatą.



Wydajemy miliardy dolarów rocznie na nowe, skuteczniejsze uzbrojenie. Ale jak dotąd najokrutniejszą i najbardziej destrukcyjną bronią znaną ludzkości jest... JĘZYK.





To jest takie proste. Konsumujemy czyjąś rzeczywistość, a potem spluwamy mu resztkami w twarz. Liczy się tylko "ja" i "moje", NIGDY ten drugi człowiek. Człowiek, taki jak my - z krwi i kości, z uczuć, nadziei, kompleksów i marzeń.



Nawet jeśli będziemy patrzeć na to samo niebo, zobaczymy zupełnie inne gwiazdozbiory.

  

Dlaczego więc rościmy sobie prawo do jedynie słusznego światopoglądu, dlaczego uważamy że mamy monopol na definiowanie kanonów urody czy wartościowanie cudzej twórczości? 
 
 

 


Jednym z najdojrzalszych odkryć, jakich dokonałam w życiu, jest uświadomienie sobie, że nie zawsze muszę gadać. Nie wszystko trzeba komentować, nie do wszystkiego trzeba się odnosić.




Czasami warto pomilczeć. To nie boli. I może oszczędzić wiele bólu drugiej osobie.





Albo przynajmniej pomyśleć zanim zalejemy kogoś niszczycielską lawiną słów.




THINK to bardzo prosty, zero-jedynkowy sposób na sprawdzenie, czy nasza wypowiedź nie zrobi komuś krzywdy. Przyznaję, że sama często o tym zapominam. Przestaję po prostu widzieć człowieka w człowieku.






źródło




 

1 komentarz:

  1. Bardzo fajny ten THINK - podoba mi się ten test! Tylko faktycznie, czasem pewnie łatwo o nim zapomnieć...

    OdpowiedzUsuń