Nauczyciele i uczniowie


Każdy z nas jest równocześnie nauczycielem i uczniem. Niezależnie od wieku. Dla różnych, albo nawet tych samych osób. Twierdzenie to, wypowiedziane przez moją ulubioną wykładowczynię psychologii rozwojowej, całkowicie zmieniło moje podejście nie tylko do pedagogiki, ale również do rodzicielstwa. 

Bo czasami bywa tak, że lubimy bawić się w dyktatorów. Rościć sobie prawo do władzy i wiedzy absolutnej. I przez jakiś czas nawet udaje nam się oszukać własne dzieci, że jesteśmy istotami wszechmocnymi i wszechwiedzącymi. 

Tak bywa prościej i wygodniej. 

Nasze "NIE" jest ostatecznym wyrokiem. Możemy rządzić czasem i przestrzenią naszych dzieci, a nawet próbować wpłynąć na ich myśli. 

Tymczasem nie od wczoraj wiadomo, że dziecko nie przychodzi na świat jako niezapisana tablica. Wiadomo również, że umysł dziecka wolny jest jeszcze od okowów uprzedzeń i szablonów, a małe oczy i uszy słyszą i widzą świat lepiej i głębiej niż nasze.


Roszcząc sobie prawo do posiadania monopolu na wiedzę i jedynie słuszny punkt widzenia, pozbawiamy świat ogromnego spektrum myśli i rozwiązań. Myśli, które mogłyby uczynić go lepszym miejscem do życia, a nawet rozwiązać wielkie zagadki ludzkości.


Kto wie, ilu potencjalnych naukowców, lekarzy, myślicieli i sportowców zabili zwykli, codzienni dyktatorzy - rodzice i nauczyciele?



A przecież nie trzeba wiele. Wystarczy zapytać, wystarczy wysłuchać, pomyśleć trochę. 

Rodzicu, może Twoje dziecko wie jak rozwiązać od dawna ciągnący się za Wami konflikt? Szefie, może ten nowy stażysta ma pomysł, który pozwoli Ci wygrać przetarg? Nauczycielu, może Twój uczeń odkrył łatwiejszy sposób rozwiązywania tego zadania? 

Jakże ogromną mądrością jest świadomość, że nie wie się wszystkiego!

   


0 komentarze: