Biegam jak baba



Run for fun? What the hell kind of fun is that?! Pół roku temu entuzjastycznie podpisałabym się pod tym zdaniem. Bieganie było dla mnie tylko masową modą i czymś zwyczajnie...nieeleganckim. Rekordy? Ociekanie potem? Jaskrawe legginsy i adidasy? Czy to w ogóle może być kobiece?




Minęło pół roku od kiedy założyłam adidasy i po prostu pobiegłam (o moich motywacjach przeczytacie tutaj>). Przebiegłam może 500 metrów - wstyd się przyznać, ale właśnie na tyle pozwoliła mi kondycja. Ale się nie poddałam. Trzy miesiące później po raz pierwszy pokonałam dystans ćwierćmaratonu  (10,5km), a potem pobiłam swój życiowy rekord i przebiegłam 12 km. 

To było piękne i trudne półrocze. Kolejne rekordy - czasowe i dystansowe. Łzy szczęścia i bólu. Dwa widowiskowe upadki (jeden bardzo krwawy), start w pierwszym zbiorowym biegu (The Color Run), kontuzje, nowi znajomi, nowe trasy.

Obecnie, z powodu 3-tygodniowej przerwy w bieganiu (więzadło kolanowe odmówiło współpracy), wróciłam do biegania "piątek". Nie przygotowuję się do żadnego biegu, nie ma presji. I przyznam Wam się do czegoś - ja ciągle nie przepadam za bieganiem. Nie przepadam za samą czynnością, ale kocham to wszystko co się z tym wiąże. 

Uwielbiam ciche, śpiące miasto. Wieczorny zapach kwitnących drzew i liści mokrych od deszczu. Kiczowatą, energetyczną muzykę w słuchawkach i światła latarni tańczące w kałużach. I to, jak czuję się po biegu, gdy padam zmęczona na podłogę.        


1. 
Biegam, bo dzięki temu 
zaczynam szanować i lubić swoje ciało




...i nie chodzi wyłącznie o utratę kilogramów i #nogibiegaczki :)  Może zabrzmi to dziwnie, ale zachwycam się tym, jak wspaniałą MASZYNĄ jest moje ciało. Pierwszy raz miałam tak, kiedy w liceum trenowałam siatkówkę i dowiedziałam się, jak wysoko mogę skoczyć. Prawdziwie fascynujące było również przeżycie ciąży i porodu. I nabrałam ogromnego szacunku do swoich piersi w trakcie karmienia :) 

Bieganie uświadomiło mi, że moje ciało jest silniejsze i bardziej wytrzymałe niż mi się wydaje. Dotarło do mnie, że nie opiekuję się nim tak, jak na to zasługuje. Zaczęłam się znacznie lepiej odżywiać, więcej spać. Efekty uboczne? Polubiłam noszenie krótkich sukienek :)
    




2. 
Biegam, bo to najszybsza sesja psychoterapeutyczna



Gdy Ci smutno, gdy Ci źle... Kiedyś najadłabym się lodów, albo czekolady. I potem miała wyrzuty sumienia i jeszcze gorszy humor. Teraz wolę zasznurować buty do biegania i po prostu wyjść z domu. Bieganie jest lekarstwem na rożne nieprzyjemne emocje - biegam, kiedy jest mi smutno, kiedy jestem zestresowana, wściekła lub... przemęczona. 100% skuteczności!

I mam swój sposób na superkobiece samopoczucie nawet po skrajnie wyczerpującym biegu. Zawsze biegam w makijażu, albo przynajmniej maluję usta na intensywny kolor :)




3. 
Biegam, bo można wszędzie i zawsze




Wystarczy, że masz choćby zwyczajny dres i wygodne adidasy. Nie ogranicza Cię ani miejsce, ani czas. Co więcej - ten sport nie wymaga specjalnych sprzętów i praktycznie nic nie kosztuje. 
Ja uwielbiam biegać zarówno w mieście, jak i po lasach czy polnych ścieżkach. Bieganie to świetna metoda poznawania swojej okolicy i zwiedzania innych miast. Kto z nas nigdy nie marzył o bieganiu po Central Parku?
  


4. 
Biegam, bo...nowe ciuchy




Każdy argument jest dobry, żeby kupić sobie nowe buty lub ubrania! :) Najważniejsze są oczywiście buty - ja kupiłam swoje dopiero po miesiącu regularnego biegania, jako nagrodę i motywację. Mimo, że teoretycznie do biegania nie są potrzebne specjalne stroje, warto zainwestować w coś, co sprawi nam przyjemność i zachęci do pokonywania kolejnych kilometrów. 

Oferta ciuchów do biegania jest teraz ogromna, ciekawe rzeczy trafiają się nawet w Lidlu i Biedronce. Każdy znajdzie coś dla siebie - zarówno ci, którzy wolą stonowane kolory, jak i tacy, którzy uwielbiają jaskrawe kurtki i szalone wzory.



5. 
Biegam, bo czuję się silna


Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam na swoim Endomondo wynik 10 km, po prostu się popłakałam. Poczułam, że mogę wszystko i nic mnie nie zatrzyma. 

Każde wyjście z domu to moja własna wojna. Biję wyłącznie własne rekordy i przekraczam własne granice. 


Jedyną osobą, która może mnie zatrzymać, jestem ja sama. 






Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego Instagramu. Zapraszam! klik>

5 komentarzy:

  1. "Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam na swoim Endomondo wynik 10 km, po prostu się popłakałam. Poczułam, że mogę wszystko i nic mnie nie zatrzyma" Gratulacje! Tak trzymaj! Trzymam kciuki za kolejne kilometry, litry potu, minuty bólu, godziny endorfinowej ekstazy. Łam granice, przesuwaj bariery - wszystko jest w głowie. Ciało musi się dostosować do myślenia. Dopełnij bieganie ćwiczeniami w domu - zobaczysz postęp i magię ;) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze dwa tygodnie temu nie zrozumiałabym tego wpisu... To znaczy wydałby mi się dziwny... a teraz, gdy sama zaczęłam biegać doskonale Cię rozumiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda, że perspektywa zmienia sie zupełnie gdy zaczynamy biegać? :)

      Usuń
  3. Ja w tym roku rozpoczęłam swoją przygodę z bieganiem i do tej pory nie mogę w to uwierzyć:) Od zawsze biegałam albo za autobusem albo przed natrętnymi facetami:)

    OdpowiedzUsuń