Samotna podróż do Wenecji



Dawno, dawno temu miałam marzenie. Wsiąść do pociągu byle jakiego, spontanicznie, tylko z plecakiem. Pojechać gdzieś daleko, samotnie wędrować przez nieznane miasto. Mijały lata, marzenie pokryła spora warstewka kurzu, obowiązków, ograniczeń. Aż do dnia moich urodzin, kiedy to tradycyjnie robię listę postanowień na kolejny rok życia. Dałam sobie miesiąc na zaliczenie spontanicznej wyprawy w nieznane. 


I tak oto, dwa dni przed zakończeniem roku, kupiłam bilety na wycieczkę do...Wenecji. Sylwester w Wenecji- czy to nie brzmi magicznie? Pomysł wydawał się mimo wszystko szalony, bo większość wycieczki miałam spędzić w autokarze, a w samym mieście... tylko 12 godzin. Ale czy właśnie tak nie powinna wyglądać spontaniczna przygoda? :)


Czy było warto męczyć się 18 godzin w podróży? Tak! Co więcej, podróż była jednym z najpiękniejszych elementów wycieczki. Kiedy zobaczyłam Alpy, ścierpnięte nogi, spuchnięte stopy i obolały kręgosłup przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.




A sama Wenecja? Przyznam Wam się, że trochę się tej podróży obawiałam... Często bowiem jest tak, że kiedy coś jest piękne w naszych marzeniach i w opowieściach innych, przynosi nam duży zawód. Całe szczęście, Wenecja jest dokładnie taka, jak legendy o niej - ostentacyjnie piękna, wręcz nierzeczywista, jak ze snu. 




Wenecja to miasto z dawnych dni. Nie ma tutaj samochodów. Ludzie wędrują wąskimi uliczkami lub pływają w gondolach lub łódkach. Z licznych restauracji i tawern dobiegają dźwięki włoskiej muzyki, powietrze pachnie morzem, winem i pizzą. Na każdej uliczce odkrywasz kolejny, mały cud - ozdobne okiennice, rzeźbione kołatki do drzwi, ciężkie donice z polnymi kwiatami. Gubisz się w labiryntach opuszczonych dzielnic. 












Kto dziś stawiałby całe miasto na palach wbitych w morze? Kto dziś zwoziłby statkami rzeźby i materiały budowlane z całego świata, układał mozaiki ze złota, wykuwał płaskorzeźby w każdym gzymsie? Dziś takich ludzi już nie ma. Dziś takie podejście wydaje się wręcz komicznie- nieopłacalne, bezsensowne, kiczowate.





To miasto ludzi zakochanych w absurdalnym, niepraktycznym pięknie. To miasto, które wydaje się być tylko snem. Ciężko wyobrazić sobie zwyczajne, ludzkie życie w mieście na wodzie. Zakładasz karnawałową maskę i znikasz we mgle.




Dlaczego warto podróżować samemu? 

Bo jest inaczej, bliżej duszy. Przez ponad 2 doby, poza kilkoma grzecznościowymi zwrotami, nie wypowiedziałam ani jednego słowa. Wchłaniałam Wenecję wszystkimi zmysłami, wędrowałam w swoim tempie, patrzyłam po swojemu. Zabrałam sama siebie na romantyczną podróż - rozpieszczałam się włoską pizzą i lodami, bez końca wpatrywałam się w światła latarni migocące w wodzie. 

Bo samotna podróż to również podróż wgłąb siebie. Czasem nawet nie wiemy, jak bardzo tęsknimy za...sobą.



wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego Instagrama ->klik

1 komentarz:

  1. A wiesz,że i ja wciąż obiecuję sobie,że pojadę,że w końcu Ją zobaczę i na razie tylko o tym mówię,tylko po cichu marzę.Jednak wiem,ba jestem pewna,że kiedyś,nie,nie w odległej przyszłości,w końcu wsiądę,pojadę i zobaczę wymarzoną Wenecję!

    OdpowiedzUsuń