Czy matki głupieją?



Ekshibicjonizm na Facebooku. Niekończące się rozmowy anatomiczno-fizjologiczne na forach. Codzienna, szczegółowa relacja z postępów kochanego bobaska połączona z obszerną sesją zdjęciową. Brutalna rywalizacja z innymi kobietami, miejskie legendy, zabobony, domowa medycyna. Jenzyk madki. 




Jeżeli mielibyśmy budować swoją opinię o matkach wyłącznie na podstawie mediów społecznościowych, musielibyśmy dojść do wniosku że to najgłupsza i najagresywniejsza grupa społeczna. Co gorsza, "pieluszkowe zapalenie mózgu" może dotknąć każdą znaną nam, normalną i inteligentną kobietę. 


Jak to jest z tym macierzyństwem? 

Czy rzeczywiście wraz z łożyskiem wydalamy część mózgu, własnej godności i ambicji? 


I choć bardzo chciałoby się  stanowczo zaprzeczyć, z przykrością donoszę, że...jest w tym trochę prawdy. 





Nawet największy umysł ulegnie zagładzie naćpany wybuchową mieszanką macierzyńskich hormonów. 





Do tego nie da się w żaden sposób przygotować, tego nie da się uniknąć. Tak działa biologia. I tak musi być, żeby nasz gatunek przetrwał.



Jest takie słynne, znienawidzone i wyśmiewane przez internet macierzyńskie powiedzonko: "zrozumiesz, jak zostaniesz matką". To prawda. Zrozumiesz. Bo to jest tak abstrakcyjna sytuacja, jak opowiadanie niewidomemu o kolorach.


Nie zamierzam tym samym tłumaczyć internetowej patologii: rozbieranych zdjęć dzieci, kup w nocnikach czy nękania wszystkich swoją jedynie słuszną filozofią życia. Chcę tylko choć odrobinę przybliżyć Wam, bezdzietnym, ekstremalne warunki pracy mózgu statystycznej matki.



Czy byłaś/eś kiedyś strasznie zakochany? Tak hollywoodzko, do szaleństwa, do utraty tchu? 


Pamiętasz, jak wtedy było?

Mogliście patrzeć na siebie bez końca. Każdy jej/jego ruch wydawał się doskonałością, każdy uśmiech - cudem natury godnym uwiecznienia na zdjęciach. Nic, co robił lub mówił, nie wydawało się banalne, głupie czy nudne. Twoi przyjaciele mieli już dość słuchania fascynujących opowieści o Waszej perfekcyjnej miłości. Miłości, która wypełniła Ci cały umysł i serce.



Teraz pomnóż to uczucie razy 10. A może nawet 100? Dodaj do tego absolutną bezwarunkowość - tylko miłość rodzicielska jest prawdziwie bezwarunkowa, bo rzeczywiście kocha się ZA NIC i MIMO WSZYSTKO.


I wyobraź sobie, że to uczucie nie trwa tyle, co typowe zakochanie, czyli maksymalnie kilka miesięcy. Trwa przez całe lata. I mimo, że z czasem nieco słabnie i z każdym dniem pękają kolejne nici wiążące rodzica z dzieckiem, jest to z całą pewnością miłość najdłuższa. Taka naprawdę do końca życia.


I wiecie co? 

Jeśli jest na świecie coś, dlaczego warto żyć, to jest to właśnie miłość. A nie ma miłości doskonalszej i mocniejszej niż miłość rodzicielska. Cieszę się, że mogłam zgłupieć, zwariować z miłości do mojego Syna. 

 


Gdybyśmy nie były aż tak zakochane w swoich dzieciach, zauważyłybyśmy że macierzyństwo to głównie ciężka harówka, kompletnie niedoceniana przez społeczeństwo i nasze własne dzieci. 

Gdyby nie to, że uważamy nasze dzieci za najpiękniejsze i najsłodsze istoty we wszechświecie, nie przeżyłybyśmy bólu porodowego i ciągłych niedoborów snu. Nie zniosłybyśmy dziecięcych humorów, wielogodzinnych płaczów, niekończonych się dyskusji o superbohaterach i przygodach tęczowych wróżek. 

Zrozumiałybyśmy, że te małe ludziki, które są dla nas całym światem, to tak naprawdę zwykli ludzie, których nie zawsze da się lubić.





I nasz gatunek byłby poważnie zagrożony wyginięciem. 

Ale dopóki będzie istnieć Ziemia, kobiety będą zakochiwać się w tych piszczących, pomarszczonych i sinych dżdżownicach. 


I to jest wielkie i wspaniałe!




4 komentarze:

  1. Lepiej nie można tego ująć, uwielbiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja niestety nie do konca sie z Toba zgadzam. Tak, masz racje ze to hormony i ewolucyjne i czysto biologiczne skierowanie calej uwagi matki na dziecko. Jednak..Jednak jest jedno wielkie ale..czytalam dosc sporo na ten temat poniewaz od jakiegos czasu czuje sie przytloczona glupota i egoizmem wspanialych kobiet ktore po zostaniu matkami zamienily sie egoistyczne, nic nie robiace sobie z uczuc innych dziwne stworzenia..Czytalam i czytalam i okazalo sie ze ta obsesja macierzynstwem to bardzo nowe zjawisko! Tak, owszem, matki zawsze musialy odczuwac silny instynkt macierzynski zeby chciec poswiecic tak wiele energii, czasu i siebie na opieke nad dzieckiem. Nigdy jednak nie mialo to tak obsesyjnej i egoistycznej formy jak w ostatnich 10 czy 20 latach..Myslalam duzo o moim dziecinstwie, nie tylko o tym jak bylo w moim domu ale w kazdym domu z ktorym mialam kontakt. Czulam sie kochana, inne dzieci z ktorymi mialam doczynienia tez, rodzice nas kochali i dbali o nas ale w stawianiu nas na piedestale i pierwszym miejscu byly granice ktorych nie widze dzis..I nie mowie tu o noworodkach bo to tez warto rozgraniczyc. Rodzice nie rzucali wszystkiego i wszystkich za kazdym razem kiedy my sobie tego zyczylismy, nie przerywali rozmow doroslych tylko dlatego ze ktores z nas chialo wlasnie w tym momencie opowiedziec historie o piesku. To my ustepowalismy miejsca w autobusie starszym a nie oni nam jak to nie raz widze ma miejsce w dzisiejszych czasach. Nie przypominam sobie uczucia odrzucenia czy smutku. Kazdy z nas wiedzial ze rodzice sa i kochaja, tylko maja swoj swiat i nalezy to uszanowac. Dzis matka stala sie wrecz akrykatura czlowieka..Nie dziwi mnie nawet nagonka na matki bo ja sama stracilam juz cierpliwosc. Stracilam wszystkie przyjaciolki mimo wielu probom dawania z siebie bardzo bardzo wiele, i naprawde bardzo skurczonych oczekiwan..Jednak sa jakies granice..Kiedy ktos zostajac matka uwaza ze automatycznie nie musi juz liczyc sie z nikim i niczym, ze uczucia i potrzeby innych sa w zasadzie nieistotne i nie datego ze dziecko w tym czasie czegos potrzebuje. O nie! miliony razem uczestniczylam lub bylam swiadkiem niedorzecznych sytuacji zawsze tlumaczonych macierzystwem i dobrem dziecka choc za tym wszystkim jest jedno - egocentryzm. Powiedz sama jak to mozliwe ze przez tyle lat mimo hormonow, mimo instynktu matki nie wariowaly do tego stopnia a nagle teraz okazuje sie ze nie ma sie co dziwic bo toz to sama przepiekna natura...
    Ja nie pojmuje i sa pewne granice..Nie wiem dlaczego matka z wozkiem jedzie mi w sklepie po nogach i ni epowie przepraszam - zupelnie jakby posiadanie dziecka zwalnialo ja z jakichkolwiek manier i liczenia sie z innymi, nie mowi dziekuje gdy przytrzymam takiej drzwi, w koncu jej sie nalezy, Kiedy wieloletnia przyjaciolka po zostaniu matka juz kilkuletniego dizecka na wiesc o smierci mojej bliskiej osoby mowi do mnie - och jak mi przykro a my sie z niuniem wasnie na spacerek wyberamy i pojdziemy na lodziki prawda kochanie? no to papatki..i nic zero wiecej..po co pogadac powiedziec przyjedz nie badz sama wiem ze ci przykro. nie prawdziwa matka jesli juz rozmawia to tylko o dziecku. nawet jesli w tle dizeja sie naparwde wazne rzeczy..Inna przyjaciolka gdy zadzwonilam z placzem proszac o spotkanie czy choc rozmowe na skypie (wlasnie w po smierci bliskiej osoby) oznajmila mi ze niestety ale ona wieczorami zawsze czyta dziecku bajki, wczesniej jest kolacja i gra w klocki a w dzien pracuje wiec nie znajdzie dla mnie nawet chwili czasu. W koncu nie przeczytanie dziecku bajki jednego wieczoru w sytuacji gdy zrozpaczona przyjaciolka wlasnie stracila bliska osobe jest niedorzecznym oczekiwaniem. W koncu macierzynstwo jest takie piekne i cudowne i jak juz wiemy kazdy kto krytykuje tego typu zachowania po prostu sam nie mial dzieci i nie rozumie.
    Podsumowywujac - nie zgadzam sie ze stwierdzeniem ze takie zachowania i totalne zglupienie jest naturalne. To nowosc, jakas spoleczna histeria ktora nawiedza nas z coraz wiekszym natezeniem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że w tym przypadku winne nie jest zakochanie w swoim dziecku tylko egoizm w ogóle, który niestety jest znakiem naszych czasów. Sama mam 6 miesięcznego brzdąca i jestem w nim zakochana bez pamięci, choć zdaję sobie sprawę, że skrzywdzę go starając się usunąć mu wszelkie trudności sprzed nóg i polewając życie lukrem. Ale na to mamy na razie czas. Tak czy inaczej w stosunku do przyjaciół, obojętnie czy dzieciatych czy nie staram się zachowywać tak, jak przed pojawieniem się dziecka: wspierać kiedy tego potrzebują, rozmawiać o wszystkim nie tylko o potomku i nie zasypywać milionem zdjęć latorośli w oczekiwaniu na połechtanie matczynej próżności. Jasne że czasem to oni muszą zrozumieć, że nie mogę rozmawiać, bo synek wymaga uwagi, ale bez dzieci też nie jesteśmy dyspozycyjni 24/7, więc to chyba nie tragedia? Nie oczekuję też szczególnych przywilejów z racji tego, że mam dziecko, aczkolwiek przepuszczenie w kasie rodzinnej przez pana , który ma koszyk z górką a ja stoję z paczką pampersów byłoby mile widziane. Tyle że jak stoję z całym koszykiem zakupów a za mną jest ktoś z jedną czy dwiema rzeczami to też go puszczam, nieważne czy z dzieckiem czy bez. Także moim zdaniem również w sytuacji pojawienia się dziecka wychodzi po prostu jakim kto jest człowiekiem.

      Usuń
  3. i jeszcze ciekawy artykul na temat czemu obsesyjne zakochanie w swoim wlasnym dziecku nawet jemu nie przynosi szczescia http://www.theatlantic.com/magazine/archive/2011/07/how-to-land-your-kid-in-therapy/308555/

    OdpowiedzUsuń