Przedszkole państwowe czy prywatne?




Horror w dwóch aktach, czyli rekrutacja do państwowych żłobków i przedszkoli. Akt pierwszy – zapisy. Kombinacje, malwersacje, łapówki. Punkty za rozwód, punkty za pracę, punkty za ciocię nauczycielkę. Akt drugi - chwila prawdy. Sprawdzili, czy Twoje dziecko zasługuje na państwowy wikt i kółko graniaste. Czy jesteś wystarczająco zapracowany, wystarczająco biedny i wystarczająco zdesperowany. To obrzydliwy i upokarzający proceder. 


Cieszę się, że nigdy nie musiałam brać w nim udziału. Fakt, że mieszkamy w innym miejscu niż jesteśmy zameldowani, eliminuje nas w przedbiegach. Przedszkole państwowe nigdy też nie wydawało mi się atrakcyjną ofertą. Z wielu powodów. 




Podejście. 

Już rekrutacja pozwala nam wczuć się w specyficzną atmosferę państwówki. Robią ci łaskę. Musisz się postarać, poklęczeć trochę. Taki klimat panuje wszędzie tam, gdzie spływają państwowe pieniądze. Państwowe, czyli NASZE. To my dajemy im pracę i mamy prawo mieć konkretne oczekiwania. A jest zupełnie inaczej. Czekamy na operację kolana 2 lata, zadowalamy się byle jaką edukacją i rozwodzimy się by dostać miejsce w przedszkolu. Dziękuję bardzo. 





 
Infrastruktura. 

Większość przedszkoli nie ma porządnego placu zabaw. Potrzebują też pilnego remontu i dyrektora z zacięciem artystycznym. Zazwyczaj nie są to przyjazne miejsca, tylko szare bryły z oknami oklejonymi krepiną i odrapanymi zabawkami. A dzieci to chodzące narządy zmysłów. Łapczywie chłoną rzeczywistość i dzięki temu tworzą trwałe wzorce, rozwijają talenty i własną osobowość. 

Przedszkole to coś więcej niż przechowalnia i biurko z kartką papieru. To przestrzeń do życia, drugi dom. Dzieci potrzebują inspiracji i przestrzeni do własnej ekspresji. Mają też prawo po prostu być dziećmi - potrzebują ciekawych zabawek, przytulnych kącików i miejsca na dworze. 

Oczywiście nie sugeruję, że różowe zjeżdżalnie i 100 kilogramów klocków Lego to podstawowe kryterium oceny placówki. Kolorowa przechowalnia też jest wyłącznie przechowalnią, ale o tym napiszę następnym razem. 




Personel.  

Ukształtowany przez państwówkowe podejście, niedouczony i źle opłacany. To się nie może dobrze skończyć. Miłość do dzieci maleje razem ze wzrostem ilości podopiecznych w grupie. ŻADEN człowiek nie wytrzyma psychicznie kilku godzin z 30-stką wrzeszczących i sikających pod siebie dzieciaków. ŻADEN człowiek nie poradzi sobie z dyscypliną bez zastosowania metod siłowych - krzyku, zastraszania, karania. Nie ma najmniejszych szans, że nauczyciel będzie w stanie śledzić rozwój każdego dziecka, podejść do niego indywidualnie, zauważyć czy zjadło zupę, poklepać przyjaźnie po główce. Taki człowiek, nawet jak przyjdzie wprost po studiach z głową pełną pomysłów i misją zreformowania szkolnictwa, wypali się w kilka miesięcy. A kiedy zobaczy pierwszą wypłatę ostatecznie wyleczy się z chęci rozwoju zawodowego. To samo dotyczy szkół podstawowych, zwłaszcza klas 1-3. Wiem co mówię, byłam nauczycielem. 

Wiem, że w Polsce takie myślenie może uchodzić za wywrotowe, a wręcz obrazoburcze, ale wierzcie mi – lepiej opłacani ludzie są lepszymi pracownikami. Zwłaszcza jeśli wykonują ciężką i odpowiedzialną pracę. Szkoda, że tak niewielu pracodawców myśli tak samo. 




Program. 

„Za darmo” absolutne minimum, za wszystko inne dopłacasz. Język angielski, rytmika, plastyka. Dopłacasz też za każdą godzinę pobytu dziecka po godzinie 13. Niezły interes z tym „darmowym” przedszkolem. 




Godziny pracy. 

Kobiety wysyłają dzieci do żłobków i przedszkoli, ponieważ pracują. Niewiele z nas pracuje w urzędach, więc jakim cudem mamy odbierać dzieci przed 17? Ponieść kolejne koszty dodatkowe i zatrudnić nianię? Nie wszystkie babcie mieszkają blisko, poza tym większość musi być zawodowo aktywna, bo nie ma zmiłuj – pracujemy do 67 roku życia. Godziny funkcjonowania przedszkoli to kolejny dowód na to, jak bardzo odklejone od rzeczywistości są placówki państwowe. 





Nie twierdzę, że wszystkie przedszkola państwowe są brzydkie i mają złych nauczycieli. Znam wiele cudownych „cioć” i placówek, o których dorośli już ludzie mówią z sentymentem. Zły jest system, któremu ulegamy z braku innych możliwości. 


Trzeba powiedzieć sobie wprost – Państwo nie pomoże Ci mieć dzieci. 


Przyrost naturalny, mimo iż powinien leżeć w interesie narodu, jest prywatną inwestycją jednostek.
 

I coraz mniej ludzi na to stać. 








Wkrótce napiszę o tym, jak wybrać przedszkole prywatne. Wbrew pozorom, nie jest to aż tak kosztowne przedsięwzięcie :) 



 
 

6 komentarzy:

  1. System zły, ale tak, jak piszesz - nie wszystkie państwowe przedszkola są złe. A i w wielu prywatnych zdażają się ogromne niedociągnięcia.

    My zdecydowaliśmy się na przedszkole państwowe - takie z polecenia. Piękny plac zabaw, remont sal co roku, sale są kolorowe, bogato wyposażone. Panie - REWELACYJNE!!! Mimo wielu lat doświadczenia - dokształcają się w nowych metodach wychowawczych i edukacyjnych. Moje dzieci je kochają.

    Dyrektor przedszkola staje na głowie, żeby dzieciom było dobrze. Jest otwarta na sugestie rodziców, chętna do rozmów, przyjmująca propozycje zmian.
    Faktem, że za dodatkowe zajęcia do ubiegłego roku płaciliśmy - ale wolałam już tamten system, niż obecnie obowiązujący - równający w dół. Miasto płaci za zajęcia i są one dla wszystkich. I jest ich mało. A więcej nie można...

    Wydaje mi się, że to, co napisałaś jest zbyt daleko posuniętą generalizacją, bo ja słyszałam straszne rzeczy o prywatnych przedszkolach znów. Że np. właściciel przedszkola nie zgadza się na różne zmiany w rozkładzie dnia przedszkolnego, dzieci nie mają popołudniowych drzemek, jest ciasno, a plac zabaw - to tylko taki, który jest na sąsiednim osiedlu.

    W każdym miejscu - czy to będzie prywatne czy państwowe - ważny jest czynnik ludzki i stosowane metody edukacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże jaki prawdziwy jest ten wpis. Zgadzam się- Państwo w ogóle nie pomaga mieć dzieci. W ogóle. A jak czytam o tym, że roczny macierzyński wpłynął na wzrost liczby urodzeń, to mnie szlag jasny trafia. I do tego jeszcze komentarz o polityce prorodzinnej - że taka aktywna. Że co?! jaka polityka? Ona w naszym kraju po prostu nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo krytyczne i generalizujace podejscie... Słabo, jak na nauczyciela. Ja tez pracowałam i to własnie w tych prywatnych... Osoby zatrudniane jakie popadnie, najszczesciej swiezo po studiach bez doswiadczenia bo kto chce pracowac za pensje 1500 zł? a Tyle płacą w wiekszosci prywtnych... Przeładowanie zajeć dodatkowych co jest złedla dzieci. Słabe place zabaw. Jasne nowe zabawki,ale jakie? Często tandeta zero waloru edukacyjnego. Rodzice traktujący Panie jak opiekunki do dziecka, cieżko z umową normlaną o prace,kombinacje dyrektorów jakby tu wysępić wiecej kasy od rodziców... i zachować dla siebie, wiekszość była jak firmy. Nie przyjazne miejsce dla dzieci tylko firmy, z maksymalnym wyzyskiem nauczycieli 8 godz pracy plus praca w domu bo w prywatnych nie dostaje sie zadnych materiałó wszystko musisz mieć swoje..płąyty książki... wszystko... Wiekszość rodziców to typ[owi dorobkiewicze,co nie spedzaja czasu z dziecmi, tylko wybieraja milion zajec dodatkowych a jak przychodzi weekend tyo nie wiedzą co się z dzieckiem robi, siłą rzeczy dzieci słabo wychowane bezczelne... a jak sie zle zachowuja to sie pod dywan zamiata bo jeszcze rodzic zabierze dziecko a to jest kasa... Tak wiec moim zdaniem wybacz, alenapisałas głupoty... Rodzice przez to, że staraja sie dostac do panstwowego, inaczej traktują Panie, z szacunkiem wiec i one tym samymym się odwdzieczają, nie ma kasy ale mocno angazuje sie rodziców w pomoc, organizacje piekna sprawa :) pozwala na integracje poznanie innych rodzicó a jako nauczyciel wiesz, że jesli rodzic anmgazuje sie w zycie szkoły to i dziecko ma do niej lepsze podejscie. MAmy ogaromny plac zabaw,wrecz wspaniały, budynek jest szary owszem, ale ma piekny ogrod który go bajecznie zdobi, dekoracje, przed rozpoczeciem roku zostały wymienione okna, zakupione zabawki i odmalowane sale... Pani po 2 dniu pamietała chyba wszystkie imiona w sali jest max 25 dzieci wprywatnych 17-20 niewielka różnica.. W prywatnych zazwyczaj nie ma pomocy nauczyciela! a tu owszem.. wiec panie są dwsie u nas na start nawet 3... Ciepło od nich bije takie, że chyba ja poszłabym się przytulić, mimo, że też obawiałam sie państowego.. Tu rodzice są sympatyczni a nie krzywo patrzą po sobie kto ma wiecej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Racja, państwo nie zachęca ale jakoś musimy sobie radzić skoro zdecydowaliśmy się na posiadanie dzieci, Moją córkę posłałam do prywatnego przedszkola, gdyż wierzę że to lepszy wybór. Zdecydowałam się na katolickie przedszkole w Krakowie - http://www.przedszkolembb.pl/, po naprawdę długiej analizie okolicznych placówek. Wybrane przeze mnie przedszkole pracuje długo(nie ma kłopotu jeśli muszę zostać dłużej w pracy), mają domową kuchnie(nie muszę się martwić że Amelka źle się odżywia), o wszystkich incydentach jestem na bieżąco informowana, co więcej obok przedszkola znajduje się wspaniały park gdzie dzieciaki często chodzą na spacery, więc moja córka ma miejsce do wybieganie się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety polski system jest taki, że trzeba płacić podatki, a jak przychodzi co do czego to ilość miejsc w państwowych żłobkach/przedszkolach jest ograniczona. Kolejny minus, że i tak trzeba swoje w takim przedszkolu zapłacić, dlatego warto się zastanowić czy nie lepiej dołożyć troszkę więcej i posłać malucha do prywatnego przedszkola gdzie zwykle uczy się i bawi w mniejszych grupach, z reguły nowocześniejszych dobrze wyposażonych budynkach, ma ciekawsze zajęcia dodatkowe. W takich warunkach dużo łatwiej o lepszy rozwój dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dostaliśmy się do przedszkola to wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi, bo wiemy jakie są z tym problemy, na szczęście to już z głowy, mam nadzieję, że teraz córcia się szybko zaklimatyzuje.

    OdpowiedzUsuń