Niewidzialni bohaterowie



Matki pracujące. 

Jesteśmy takie dzielne, takie idealne. Wszyscy nas podziwiają. A może podziw należy się komuś innemu?


Mamy zawsze perfekcyjny makijaż i perfekcyjnie wysprzątany dom, wysportowane ciała, szafy pełne designerskich ciuchów i szczęśliwe związki z idealnymi mężczyznami. Robimy karierę, robimy dzieci. Jeśli ktoś zapyta, przewracając pogardliwie oczyma odpowiadamy: "Nie, dziecko nie przeszkadza mi w życiu!".


Dlaczego nigdy nie pada pytanie:



Czy nasze życie nie przeszkadza naszym dzieciom?



One nie miały wyboru. To my wybraliśmy pracodawcę i środek transportu, przedszkola, szkoły i zajęcia dodatkowe. Ułożyliśmy plan dnia zgodnie ze swoimi potrzebami.  Budzik, który wzywa nas do pracy, przerywa brutalnie ich sen. Nasz poranny pośpiech odbiera im apetyt i humor. Ufnie podają nam rączki, by każdego dnia biec w cudzym wyścigu szczurów. 

Są niewidzialne. Niewidzialne foteliki samochodowe w służbowych autach, niewidzialne wózki w tramwajach, niewidzialne tornistry obok aktówek. 



Niewidzialni bohaterowie. 

Przezroczyści sekundanci w naszej bitwie o przetrwanie, wojny o równouprawnienie.




Tak samo jak my nienawidzą poniedziałków, czekają tęsknie na piątek. Tak samo jak my potrzebują urlopu, zresetowania się, bezmyślnego wpatrywania się w sufit po 10 godzinach w przedszkolu. Tak samo jak my, potrzebują aby ktoś ich zauważył i docenił. 





Dziś wieczorem, kiedy zdyszana wpadnę do przedszkola odebrać swojego Synka, powiem mu po prostu:


Dziękuję.  


Dziękuję, że pomagasz mi w pracy. Że dzięki Tobie mogę spełniać swoje marzenia.  Dziękuję, że jesteś dzielny, że mnie wspierasz.

Za to, że jesteś. Że jesteś przy mnie, mimo że ja nie mogę być zawsze przy Tobie. 






A potem pójdziemy na lody.


 
 

źródło zdjęcia


22 komentarze:

  1. Zgadzam się!! Od lat dzielnie wstają, jedzą, zaspanym wzrokiem trafiając łyżką w miskę pełną płatków, ubierają się, nie narzekając że mogliby dłużej pospać. Od lat moje dzieci biegną ze mną "w cudzym wyścigu szczurów"....

    OdpowiedzUsuń
  2. a po lodach na pogotowie z anginą i gorączką 40 stopni w cieniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam. Jeśli takie coś przytrafia się Tobie, serdecznie współczuję.

      Usuń
  3. Fantastyczny post. Prawda. Prawda. Prawda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wlasnie tak!

    PS a propos komentarza o anginie - mysle ze rzeczywistosc mam pracujacyh wystarczajaco je dojezdza, wiec nie musimy same sobie tego robic.... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. kapitalny tekst!! Dlatego ostatnio stanęłam na głowie by córka mogła spełnić swoje marzenie i pójść do szkoły tańca :-))

    OdpowiedzUsuń
  6. No i ...prawda .
    I co tu więcej dodać .W kilku zdaniach umieściłaś wiele :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pytanie czy pracujesz bo naprawde robisz kariere i masz z tego frajde, czy tez pracujesz bo musisz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Absolutna nie prawda! Jeśli matka chce pracować to dobrze i dla niej i dla dziecka! Dziecko uczy się samodzielności, spotyka z rówieśnikami w przedszkolu fajnie spędza czas. Nawet o tym nie myśli. Lepiej by było, żeby spało do 10 i zawsze było wczepione w spódnicę matki? Tekst jest absurdalny i bezsensowny a tok myślenia autorki strasznie pokrętny..;/
    P.S. Bardzo proszę się nie obrażać, ale tak to wygląda z mojego punktu widzenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. No. To się przespałam.
    Bujałam się wczoraj od "co Ty mnie tu insynuujesz" do wyrzutów sumienia.
    I jednak nie. Nie uważam, że dziecko poświęca cokolwiek. A nawet jeśli nie jest to z jego strony świadomą rezygnacją. Myśląc w ten sposób nie jesteśmy w stanie być szczęśliwe, bo zawsze gdzieś nas nie będzie. Albo w pracy, albo przy dziecku.
    Trzeba pamiętać o równowadze - zgoda. Ale też pamiętać, że jakby absurdalnie to nie zabrzmiało, dziecko jest tylko gościem, które za kilkanaście lat wyleci, możliwe, że na tyle daleko, że nawet już gniazda nie odwiedzi (i nie chodzi tylko o to, że będzie daleko). Warto więc najpierw realizować siebie. Bo tego czasu, który poświęcisz, bo wmówisz sobie, że jako matka nie masz już prawa myśleć o sobie, nikt Ci nie zwróci w momencie, gdy myślenie o sobie będzie ograniczać się do zamówienia kolejki do lekarza.
    Dlatego ja się nie obwiniam, nie robię dziecku krzywdy. Poświęcam tyle czasu ile mogę, nie poświęcając się w całości.
    Bo sama też nie chciałabym, żeby moja mama poświęciła się cała.
    Rozumiem, nie krytykuję Twojego punktu widzenia. Ale patrzę przez inne okulary.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesli matke, dzieki pracy, stac na designerskie ciuchy, to i stac ja na oplacenie niani lub babci, jesli takowa musialaby zrezygnowac z pracy, by opiekowac sie wnukiem. Ja, mimo iz pracuje bo chce, bardziej utozsamiam sie z tymi mamami, ktore pracuja bo musza, poniewaz malo rodzin w naszym kraju moze sobie pozwolic na zycie z jednej pensji. A dzieci, owszem, byc moze wolalyby byc z mama w domu, ale tu pojawia sie kolejna dyskusyjna kwestia - czy 3latek powinien zbijac baki przed tv w domu czy socjalizowac sie i rozwijac przerozne umiejetnosci w przedszkolu. Pozdrawiam, Matka Pracujaca. PS przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z telefonu☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te designerskie ciuchy były sarkastycznie. Pozdrawiam - matka, która pracować musi :)

      Usuń
  11. Fantastyczny wpis. To prawda, że pod tym kontekstem się o dzieciach nie myśli. Że dziecko też może mieć dość. No bo jak to? Dziecko? A tu jednak...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlatego warto szukać równowagi. Bo nie ma sytuacji idealnych... Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje i następstwa. Piękny tekst czytałam u Potwory - przykład, przykład, przykład. Wychowujemy dzieci przez przykład. Czasem musimy chodzić do pracy - bo musimy - ale kiedy pokazujesz dziecku swój styl życia, który gdy go nie krzywdzi, może się stać dla niego inspiracją. Mogę chodzić do pracy , której nie lubię, ale mogę też chodzić na spektakle, do kina, czytać książki czyli pokazywać mu to co uwielbiam. Bo życie nie jest czarne albo białe.
    Nie uchronimy dzieci przed złem tego świata (względne pojęcie dla każdego - uogólniam), ale pokazując mu mamę, która potrafi czerpać radość z życia, nawet z malutkich rzeczy - dajemy mu wybór...w przyszłości. Bo dzieci uczą się przez naśladownictwo. Widząc nasze rozdarcie - same są niepewne.
    Myślę, że ważne jest aby robić to z czym czujemy się dobrze - i to czy będzie powrót do pracy czy zostanie w domu - nie ma dużego znaczenia. Liczy się jakość...nie ilość..
    pzdr serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Wzruszyłaś mnie. Dziękuję że o tym napisałaś

    OdpowiedzUsuń
  14. sarkastycznie czy nie, pracuje więcej czy mniej, z obowiązku czy chęci MATKA, która decyduje się na dzieci, powinna być MATKĄ, mam tu na myśli spędzanie czasu z dzieckiem, uczestnictwo w jego życiu, chęci poznania duszy i potrzeb dziecka, pewnego rodzaju poświęcenie. Według mnie tak zbudowana relacja zaprocentuje w przyszłości. Mimo, że sama jestem zapracowana, staram się efektywnie spędzać czas z moimi dziećmi, interesuję mnie ich troski i mimo tego, staram się, aby moje dzieci zawsze miały poczucie, że mogą na mnie liczyć i w podziękowaniu słyszę.. jesteś najwspanialszą mamą na świecie. Nie jestem, ale czas spędzony z najpierw małym potrzebującym nas bardzo dzieckiem nigdy już nie wróci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jest ojciec :P Mieliśmy szczęście, że pracowaliśmy (gdy dzieci się rodziły) w jednym dziale (IT) jednej firmy, w dodatku - z możliwością pracy na zmiany. W dodatku - dzielimy dom z rodziną mojej siostry. Więc udawało się tak organizować opiekę i zajęcia dla naszej szóstki dzieci (po troje w rodzinie ;) ), że przedszkole w minimalnym, niezbędnym im zakresie , świetlicy nie znały... Od początku też brały udział w decydowaniu o sprawach rodziny, w zajęciach domowych. Nie wyobrażam też sobie, byśmy bez nich decydowali o czymkolwiek rodzinnym, a już zajęcia dodatkowe, wybór szkoły to suwerenna decyzja każdego dziecka! Co najwyżej pomagaliśmy trochę przy mapach myśli z kryteriami ;) Jako ciekawostkę dodam, że akurat u mnie - to mąż głównie zajmował się domem (gotowanie, sprzątanie, naprawy) i dziećmi (wychowawcze też, zwolnienia, gdy były chore). Mnie zdecydowanie lepiej wychodziła praca zawodowa, szybko awansowałam, pracowałam praktycznie na 1,5 etatu, bardzo dużo wyjeżdżałam (przez 7 lat nawet miałam mieszkanie służbowe w innym mieście) . Teraz dzieci mają już swoje rodziny i naprawdę się przyjaźnimy (nie tylko kochamy :) ). A ja, na emeryturze, odkrywam uroki niektórych zajęć domowych - gotowania, ogrodnictwa :D

      Usuń
  15. Polecam wprowadzić dobre zwyczaje : sobota niedziela zero zakupów, sprzątania, itd tylko czas dla dzieci, codziennie czytanie wieczorem wspólna modlitwa, max 2 zajęcia dodatkowe w tygodniu dla dziecka , i zero urządzeń multimedialnych jak najdłużej... mi się udało 8 lat, bez komórki, tabletu ( używał 3 tygodnie) komputera, play station i inne, za to klocki, gry planszowe, rowery, spotkania z kolegami.....

    OdpowiedzUsuń