Przeprowadzka


Wielbłąd wykonany był z plastiku stylizowanego na drewno, miał pól metra wysokości. Pod tylnym kopytem naklejka z arabskimi napisami i cena – 45 euro. To najdziwniejsza rzecz jaką zostawili po sobie poprzedni lokatorzy mieszkania. Ja również go zostawiłam. 




Ludzka psychika nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Ktoś tego wielbłąda wybrał, zapłacił za niego, przewiózł we własnej torbie tysiące kilometrów i postawił na półce. Czy był symbolem cieplejszych, beztroskich dni? Czy choć przez chwilę cokolwiek dla kogoś znaczył?




W ciągu ostatnich 7 lat przeprowadzałam się wiele razy. Wkrótce czeka mnie 12-ta przeprowadzka. Nienawidzę pakowania, nienawidzę taszczenia kartonów i układania sobie od nowa życia. Nienawidzę tej swojej naiwności. Tego dziecinnego przekonania, że jestem już u siebie, że jestem w domu. I nic nie przybija mnie chyba tak mocno, jak przeprowadzkowa selekcja. 




Bo to nigdy nie jest tak, że upychasz wszystko do walizek, po raz ostatni zamykasz za sobą drzwi i radośnie pogwizdując ruszasz w stronę zachodzącego słońca. Trzeba wziąć każdą rzecz w ręce i podjąć decyzję, czy zabieram to w przyszłość, czy zostawiam za sobą. 




Niektóre decyzje są banalne – stosy rachunków, papierów wszelakich, odmóżdżające czasopisma kupione na dworcu, gadżety z metką „to się może kiedyś przydać”, półmetrowe wielbłądy. Czasem jednak wrzucenie czegoś do czarnego worka to zbyt wielki wysiłek. Wolimy nieść coś na własnych plecach, przewozić z miejsca na miejsce, z kraju do kraju, niż zwyczajnie przyznać się, że tego nie potrzebujemy, że tylko tracimy przestrzeń – w mieszkaniu i w duszy. 





Jesteśmy niewolnikami przedmiotów. Przypisujemy im nieadekwatna wartość, wynosimy na ołtarze wspomnień, czynimy symbolem lepszego jutra. 



Szafy uginają się pod ciężarem od lat nienoszonych ubrań, sukienek na jakąś „wielka imprezę”, niewygodnych szpilek, spodni, które nigdy już nie będą pasować. To nie są tylko kawałki materiału, to coś więcej. To nadzieja na piękniejszą przyszłość, to żałosne wspomnienie wczorajszych triumfów.



Pewnego dnia pójdziemy przecież na ten królewski bal, schudniemy, osiągniemy sukces. Zaprosimy wszystkich przyjaciół, wyczyścimy elegancki serwis, wypierzemy cuchnące naftaliną obrusy i zapasową pościel. Zaparzymy zwietrzałą kawę, którą od lat przechowywaliśmy „dla specjalnych gości”, spryskamy pomarszczoną szyje nigdy nieużywanymi perfumami. A potem wyjmiemy zakurzone albumy ze zdjęciami i poszarzałe listy miłosne. 




Przychodzimy na świat nadzy, umierając nic nie zabieramy ze sobą. Przedmioty zawsze zostają za nami, zostają po nas. Czy będą miały dla kogokolwiek znaczenie? Czy raczej wylądują na najbliższym śmietniku – zasuszone róże, pamiętniki, zdjęcia, niemowlęce skarpetki?






Co tak naprawdę zostawisz po sobie? I co inni zostawiają w Tobie, każdego dnia, w każdym uśmiechu i każdej łzie? 


Czy nie warto czasem spakować walizki i zostawić za sobą niepotrzebne wspomnienia, bezcelowy ból? Raz na zawsze zdecydować kogo i dlaczego zabieramy w dalszą podroż? 


Nikt nie obieca Ci, że przeprowadzka będzie łatwa, nikt nie obieca Ci też, że wreszcie znajdziesz swój dom. Ale dobrze jest żyć tak, by wystarczało nam tylko serce w plecaku i niebo nad głową. 




Bo tak naprawdę nie mamy tutaj nic.

4 komentarze:

  1. Mądrze powiedziane! Chociaż wcale nie jest łatwo zostawić wspomnienia (chyba te złe nawet czasami ciężej wyrzucić z własnej głowy) i ruszyć do przodu - gdybyśmy wszyscy to umieli psychoanalitycy by zbankrutowali ;)
    Mnie niedługo czeka duża przeprowadzka i już stopniowo zaczynam się pozbywać nagromadzonych przedmiotów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama prawda! Aczkolwiek dopiero się uczę zostawiać rzeczy za sobą. Zazwyczaj wolałam płacić za ekstra karton do zniesienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też ostatnio robiła porządki. Wiele rzeczy wylądowało w dzisiejszym kuble wyścielonym wczorajszą gazetą.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie mam problemu rozstawac się z pamiątkami, jednak ubrania, książki, gadzety- one do mnie lgną i nie pozwalaja siebie zostawić, były ze mną na wygnaniu, wróciły znowu do Kurnika i jak ja to często mówię- muszą nabrać mocy nim ja sama powime im papa

    daj znać jak będziesz potrzebowała pomocy :*

    OdpowiedzUsuń