Mały elementarz niejadka



Pytając rodziców o apetyt dziecka, możesz spodziewać się dwóch odpowiedzi. Albo dowiesz się, że dziecko pochłania wszystko co znajdzie się w zasięgu jego rączek, albo że nie je w ogóle.




Kobiety mają generalnie fioła na punkcie karmienia swoich bliskich i szaleństwo to pogłębia się z wiekiem. Wystarczy spojrzeć na nasze Babcie.



Kiedy rodzi się dziecko, większość jego aktywności życiowych sprowadza się do spania i jedzenia. Nawet niewielki spadek wagi w okresie niemowlęcym może mieć poważne konsekwencje zdrowotne. Dlatego uważnie śledzimy siatki centylowe i trzymamy się schematu żywienia wprowadzając nowe pokarmy. Jesteśmy zachwyceni pasją, z jaką nasze Maluchy zapoznają się z nowymi smakami. 


Ale z czasem jedzenie przestaje być głównym zainteresowaniem naszego dziecka, ale nam, rodzicom, jakoś łatwo przegapić ten moment. Trudno nam się pogodzić z faktem, że przedszkolak gubi swoje rozkoszne, niemowlęce fałdki, a siedzenie przy stole uważa za stratę czasu. Ogromna liczba dzieci trafia więc do przedszkola z łatką "niejadek". Czy zawsze słusznie?



Co znaczy dla Ciebie słowo "niejadek"?



Teoretycznie wszyscy podobnie definiujemy słowo "niejadek", w praktyce jednak wychodzą na jaw ciekawe rozbieżności. Totalnie rozbawiła mnie kiedyś znajoma, która uparcie twierdziła, że jej dwuletni syn jest niejadkiem, bo "nie je 4 parówek na śniadanie, a starszy syn jadł". Dlatego warto zastanowić się, czy przypadkiem nie wpadliśmy w sidła własnej nadgorliwości.


Twierdzenie "moje dziecko NIC nie je" to jedna z najczęściej stosowanych hiperboli w rodzicielstwie. Dzieci raczej nie głodzą się celowo, a już na pewno nie umierają z głodu mając dostęp do jedzenia.  


Jeśli dziecko żyje, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że jednak czasem coś je.




Ta oto prawda objawiona zmieniła moje podejście do żywienia Potomka, który wyruszył do przedszkola z solidną łatką "niejadek". Nasza pediatra, kobieta z luzackim, ale fachowym podejściem, rzuciła mi nieco światła na sprawę, dlatego podzielę się z Wami kilkoma zdroworozsądkowymi argumentami. I chociaż mój Potomek nadal z warzyw preferuje frytki i ketchup, daleka już jestem od twierdzenia, że jest niejadkiem. Jest po prostu JEDZENIOSCEPTYKIEM :) Nie tylko w jedzeniu, ale również we wszystkich innych aspektach, boi się nowości i potrzebuje czasu, a nawet lekkiego przymusu, żeby coś wypróbować.










Skoro z jedzeniem nie ma żartów, musisz uzbroić się w solidny arsenał. I nie chodzi o zestaw do krępowania kończyn dziecka i syropki "na apetyt". Wystarczy notatnik, długopis i zegarek. 

Zapisuj absolutnie wszystko, co zjadło Twoje dziecko, nawet najmniejszy skrawek jabłka. Zanotuj dokładnie ilość i godzinę, a nawet warunki spożywania posiłku. 


Może okazać się, że "nic" to całkiem sporo jedzenia. 



Jeśli będziesz dobrze prowadzić notatki co najmniej przez tydzień, zdobędziesz cenny materiał do ewentualnej rozmowy z pediatrą i z całą pewnością odkryjesz, jak wiele błędów żywieniowych popełniasz.



Oto niektóre z nich:  

Twoje dziecko nigdy nie czuje GŁODU



Błąd popełniany już w fazie noworodkowej i przenoszony na dalsze lata życia dziecka. Na każde pisknięcie dziecka reagujesz wyciągnięciem piersi, a kiedy dziecko jest starsze - dbasz żeby miało stały dostęp do biszkoptów lub chrupków kukurydzianych.


Jakim cudem dziecko ma poczuć głód, jeżeli bez przerwy coś żuje?



"Zapychanie" dziecka drobnymi przekąskami sprawia, że zwyczajnie nie ma apetytu na pełny, wartościowy posiłek. Czasem warto kierować się świętą zasadą naszych babć: "jak porządnie zgłodnieje, to zje". 

Uwaga również na soki i słodkie napoje - dziecko mające stały dostęp do słodzonej cukrem herbaty czy soków przecierowych typu Kubuś, pozornie najada się nimi i nie ma apetytu na stały pokarm.

 
Inny aspekt tego samego problemu:


Dziecko nie jest głodne, bo nie spala spożywanych kalorii. 



Żyjemy w kulturze pozbawionej ruchu - całymi dniami siedzimy przed komputerem, siedzimy w samochodzie i siedzimy przed telewizorem. Nasze dzieci uczą się tego od nas. Coraz trudniej "wygonić" dzieciaki na dwór i odciągnąć od tabletów. Ponieważ organizm dziecka jest mądrzejszy niż organizm dorosłego i "dostraja się" do rzeczywistych potrzeb energetycznych, nic dziwnego, że mało aktywnym dzieciom po prostu nie chce się jeść.     










Twoje dziecko je nudne posiłki  



Na ten temat popełniono już mnóstwo elaboratów, więc nie będę zbytnio wchodzić w szczegóły. Niestety, ogromna liczba dzieci zjada bure papki. 



Jedzenie powinno być ucztą dla oczu i wszystkich zmysłów, dlatego warto zadbać o atrakcyjny sposób podania, smak i konsystencję posiłków. 




Osobiście jestem również zwolenniczką BLW, czyli metody karmienia pozwalającej dziecku samodzielne doświadczanie posiłku zamiast biernego otwierania ust na widok nadciągającej łyżeczki. 



Równie ważnym zagadnieniem jest odkrycie osobistych preferencji smakowych dziecka.  




Jak każdy człowiek, dziecko ma prawo czegoś nie lubić i za czymś przepadać. Rolą rodzica jest sprytne posługiwanie się tą wiedzą w codziennym przygotowaniu posiłków.



Niestety, wymaga to dużej pomysłowości rodzica. Ja na przykład osiągnęłam już poziom mistrzowski w dodawaniu różnych tajemnych składników do kotletów mielonych i zup-kremów za którymi przepada Potomek... Sytuację ratują też domowe soki owocowo-warzywne i mądre dobieranie produktów np. zastąpienie białego chleba ciemnym i zwykłej mąki - mąką pełnoziarnistą. Ulubione naleśniki smakują prawie tak samo, ale mają znacznie większą wartość odżywczą.

Poza tym odkryłam, że wiele niejadków preferuje pikantne i kwaśne potrawy. Mój Syn zawsze zadziwiał ludzi swoim upodobaniem do pikantnych przypraw i ryżu z curry. Może kluczem do niechęci do potraw jest po prostu ich mdły smak?
  





Twoje dziecko nie jest nauczone kultury jedzenia

         


Jedzenie to nie tylko połykanie kęsów jedzenia - ważna jest również atmosfera i cały rytuał towarzyszący przygotowaniu i spożywaniu posiłków. 


Samotność przy stole

Częstym błędem popełnianym przez zabieganych rodziców, jest osobne jadanie posiłków. Owszem, czasami inaczej się nie da. Ja na przykład maluję się i ubieram w czasie kiedy mój Syn je śniadanie. Ale staram się jeść z nim kolację i wszystkie posiłki w czasie weekendu i zauważyłam, że je wtedy znacznie więcej. 


Ratunkiem dla wielu niejadków jest rozpoczęcie edukacji w żłobku lub przedszkolu. 



Dzieci jedzą znacznie chętniej, gdy towarzyszą im rówieśnicy. I są skłonne do testowania potraw, których nawet nie tknęłyby w domu. Dlatego warto śledzić przedszkolne menu i potem odtwarzać potrawy we własnej kuchni. Mój Syn przekonał się w ten sposób m.in. do żurku, gołąbków i gulaszu :)   



Mali kucharze



Dzieci, które angażują się w gotowanie, znacznie chętniej angażują się w... jedzenie.



Pozwól dziecku, nawet bardzo małemu, zrobić cokolwiek w kuchni, a będziesz zaskoczony efektem. Wspólne krojenie, smażenie czy lepienie może znacznie wyostrzyć apetyt. 





I jeszcze jedna myśl na koniec:


Wyluzuj!




Żyjemy w czasach ogromnej presji na super zdrowe, ekologiczne posiłki. Jesteś złym rodzicem jeśli nie podajesz dziecku jarmużu z komosą ryżową i kiełek rzodkiewki. Problem w tym, że często wciskamy dzieciom coś czego nie zjedlibyśmy sami tylko dlatego, że to zdrowe. 


Zbyt często koncentrujemy się na ciele, urodzie, dietach. I gdzieś po drodze gubimy w tym wszystkim sens. 



Zmuszamy dziecko do jedzenia, zaharowujemy się w kuchni, wydajemy majątek na pseudoekologiczne warzywa. I coraz mniej mamy czasu, by po prostu być razem. 

Kiedy ja byłam dzieckiem, jedzenie było tylko przyjemnym dodatkiem do życia, a nie głównym tematem rozmów i przedmiotem zmartwień. Nikt nie poszukiwał panicznie przepisów i nie sprowadzał ekskluzywnych produktów z zagranicy. Moja Babcia doskonale "bilansowała" nam dietę za pomocą chleba, kostki twarogu ze szczypiorkiem, kotleta mielonego, ziemniaków i mizerii. Wszyscy o dziwo przeżyliśmy bez śledzenia siatek centylowych i wyrośliśmy na zdrowych, rosłych dorosłych. 



Jeśli coś Cię niepokoi, skonsultuj się z pediatrą. W większości przypadków, nawet po zrobieniu kompleksowych badań krwi i testów na obecność pasożytów, usłyszysz tylko że masz wyluzować.



Podobnie jak w przypadku noszenia pieluch, ssania smoczka i spania z rodzicami, dzieci wyrastają z bycia niejadkami. 




Pewnego dnia, kiedy Twój nastolatek zje całą zawartość lodówki w 10 minut, przypomnisz sobie te słowa :)




1 komentarz:

  1. Mina przy groszku jest najlepsza. Fantastyczne zdjęcie:)

    OdpowiedzUsuń