Ile naprawdę są warte drogie kosmetyki?



Ile wydajesz miesięcznie na kosmetyki? To jedno z wielu pytań, na które nie ma poprawnej odpowiedzi. Wstydzimy się, że wydajemy za mało i ktoś uzna, że w ogóle o siebie nie dbamy. A jeśli wydajemy dużo, będziemy uznani za snoby i "gdybym ja wydawała na kosmetyki tyle co Ty, wyglądałabym jak milion dolarów".

Czy rzeczywiście? 


Czy podkład za 150 zł jest o niebo lepszy niż ten za 15 zł? Czy nakładając na usta szminkę w cenie małego Fiata mamy gwarancję szczęśliwszego życia lub choćby dnia? 



Płacimy za unikalne składniki czy za unikalne emocje?



Jakiś czas temu jedna ze znanych blogerek (do której nie mam zamiaru linkować) wywołała burzę stwierdzeniem, że ludzie stosujący tanie podkłady do twarzy są obleśni i sami proszą się o problemy skórne. Kolejne dziecko marketingowej propagandy i gonitwy za logo.

Ponieważ od kilku lat jestem związana z marketingiem największych na świecie firm kosmetycznych, poczułam się wywołana do tablicy. Przyjrzyjmy się zatem liczbom.


Wyprodukowanie najprostszej reklamy telewizyjnej kosztuje kilkaset tysięcy złotych. Jeśli w reklamie występuje gwiazda do liczby tej należy doliczyć horrendalne wynagrodzenie - od kilkuset tysięcy do kilkunastu milionów złotych. Koszty mediów (telewizja, prasa, internet) to kolejne kilka milionów. 

Ile zatem jest realnie wart pojedynczy produkt jeśli firmie OPŁACA SIĘ wydać kilkanaście milionów złotych na jego promocję?


Kupując produkt agresywnie promowany w mediach tak naprawdę płacisz za jego reklamę. Kupujesz wrażenie, które w Tobie wywołała, uczucia które wzbudziła. Tak naprawdę jesteś mecenasem szeroko rozumianej sztuki reklamowej. 




Ktoś kiedyś powiedział "efekt niby ten sam, ale Diora zawsze przyjemniej na twarz nałożyć". Przestańmy się zatem oszukiwać. Jeśli stać Cię na kupowanie emocji, rób to. Jesli naklejka "Chanel" wywołuje u Ciebie szybsze bicie serca, płać za nią. Ale nie próbuj dorabiać do tego filozofii lub, co gorsza, teorii spiskowych dotyczących niskiej jakości składników czy przedpotopowych technologii produkcji. 

Zachęcam do czytania etykiet i porównywania składów. Zachęcam do samodzielnego myślenia. Ludzie tacy jak ja całymi dniami rozmyślają jak oślepić Cię logo, wyretuszowaną twarzą modelki i mądrze brzmiącymi słowami. Zastanów sie zatem, czy wolisz zapłacić za produkt czy raczej za honorarium gwiazdy i wynagrodzenie agencji reklamowej. 




3 komentarze:

  1. Pracowałam w sektorze Private Label w firmach kosmetycznych - i się zgadzam, bardzo często etykietka nie ma żadnego znaczenia :) tylko zdrowy rozsądek, regularna pielęgnacja, skład i reakcja skóry na kosmetyki

    OdpowiedzUsuń
  2. Płacimy za etykietki i reklamy i wierzymy, że ten produkt ma jakiś "magiczny składnik".
    Zamiast czytać etykiety, wolimy wierzyć reklamom.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się. To że kosmetyki kosztują więcej nie znaczy że są lepsze. Kiedyś sama dałam się na to nabrać i podkład za ponad 100 zł uczulił mnie tak że musiałam do dermatologa iść. Teraz mam taki za 15 (albo 18 zł) i jest OK

    OdpowiedzUsuń