Zostać młodą matką




Biologicznie rzecz biorąc, kobieta powinna zostać matką przed ukończeniem 30. roku życia, bo wtedy jej ciało najlepiej zniesie ciążę i poród. Tymczasem ciąża przed 25. rokiem życia jest przez większość z nas postrzegana jako życiowa tragedia, żywy dowód głupoty i zacofania. 
 

Czasy się zmieniają. Zmienia się koncepcja rodziny i rola kobiety w społeczeństwie. Zanim pomyślimy o stałym związku, zdobywamy kolejne dyplomy i testujemy kolejnych partnerów w poszukiwaniu idealnego zestawu cech. Decyzję o dziecku ciągle odkładamy w  przyszłość albo rozpisujemy całą strategię działań – istny tor przeszkód do pokonania: dyplom MBA, samochód, mieszkanie, wycieczka do Azji. Mamy coraz większe wymagania i coraz trudniej jest spotkać kogoś, z kim chcielibyśmy się rozmnożyć.



Komentarze na ten temat ciąży w młodym wieku oscylują wokół „wszystko skończone” i „już po mnie”. Macierzyństwo jawi się jako koniec epoki beztroskiej szczęśliwości, początek kieratu i rozdeptanych kapci. Zaślepia nas wizja nieprzespanych nocy, potwornych wydatków, załamania kariery i pogłębiającej się izolacji społecznej. 


Zapominamy, że ZAWSZE to my sami jesteśmy autorami własnej historii. 


Nie ten mały, wierzgający i wrzeszczący człowieczek. 

MY.



Miałam 22 lata, kiedy po raz pierwszy na serio poczułam, że chcę mieć dziecko. Dwa lata później urodziłam Potomka. Przez następne 2,5 roku „siedziałam w domu” wychowując mojego Syna, bo taki model uważaliśmy za najlepszy. W tym czasie moi znajomi i przyjaciele kończyli studia i zmieniali prace. Niektórzy wzięli kredyty, wyjechali na egzotyczne wakacje, zrobili doktoraty. 


Moje życie w pewnym sensie się zatrzymało, skurczyło do rozmiarów jego zaciśniętej piąstki, jego pola widzenia i zasięgu rączek


Żyłam nieco na marginesie pędzącej rzeczywistości. Czasami mnie to irytowało, czasami byłam zmęczona, ale nie żałuję ani jednego dnia. To była piękna epoka, a ja postanowiłam przeżyć ją całą sobą. Bo to przecież było moje życie, moje macierzyństwo i moje uczucia. Tak wiele niepowtarzalnych sytuacji i chwil, które będę wspominać do końca moich dni.


To zadziwiające, jak często mamy tendencję do „niedożycia”. 





Niby oddychamy, robimy różne rzeczy, ale ciągle coś nam nie odpowiada, ciągle wolelibyśmy być kimś innym, gdzieś indziej, z kimś innym. Mijają godziny, dni i lata, a my nie mieliśmy jeszcze okazji cieszyć się sobą, swoim własnym życiem, swoim domem i rodziną. 





Jesteśmy ślepi na piękno własnych krajobrazów, głusi na melodię własnych pieśni. Fizycznie jesteśmy obecni, ale nasze myśli wirują gdzieś indziej – śledząc zazdrośnie życie innych ludzi, marząc o rzeczach, których nigdy nie będziemy mieli.  
Oskarżamy innych, często własne dzieci, o nasze porażki, lenistwo i zmarnowane talenty.




Ciąża w młodym wieku wcale nie oznacza, że jesteś skończona. Oznacza tylko tyle, że będziesz mamą. 





Że do wszystkich tytułów, umiejętności i marzeń jakie kiedykolwiek miałaś, dołączą inne, których głębi i mocy nie jesteś w stanie sobie wyobrazić.

Może trochę później niż inni zaczniesz karierę, będziesz mniej wiarygodnym klientem dla banków i stracisz kilku znajomych. Może przez kilka lat będziesz tęsknić za porządnym snem i epickim melanżem. Ale gwarantuję Ci, że nie będziesz już w stanie wyobrazić sobie życia bez dziecka.

Dostaniesz również coś, czego wiele kobiet nie zauważa albo nie potrafi mądrze wykorzystać.  




Miłość daje kobiecie skrzydła,

macierzyństwo – ostre kły i pazury. 





Znacznie mniej przejmujesz się głupotami i opinią ludzi, którzy nic nie wnoszą do Twojego życia. Zaczynasz bardziej cenić swój czas, szanować i podziwiać swoje ciało. Odkrywasz w sobie siłę, jakiej wcześniej nie znałaś. Na nowo definiujesz pojęcia, realność i zasadność swoich marzeń. To może być doskonały moment, żeby zacząć wszystko od nowa. Raz na zawsze zamknąć za sobą etap zakompleksionej, miotanej okolicznościami dziewczynki.



Tak było w moim życiu. Kiedy ponad 3 lata temu poczułam, że etap „matki na pełny etat” właśnie się kończy, chwyciłam swoją historię we własne pazury. Postanowiłam, że odtąd będę robić to, do czego zostałam stworzona i jeszcze na tym zarobię. Zmieniłam miejsce zamieszkania i branżę.



Nigdy nie byłam szczęśliwsza. Mam pracę którą uwielbiam, dach nad głową, szczęśliwe dziecko i znajomych, z którymi każde spotkanie wielokrotnie przewyższa epickością wszystkie imprezy licealne i studenckie. Moja macierzyńska przerwa nie skurczyła mi mózgu, nie zrujnowała kariery i życia towarzyskiego. Znam wiele kobiet, które mogą powiedzieć to samo.




Więc jeśli masz mniej niż 30 lat i małego człowieka w brzuchu lub w ramionach, ciesz się tą chwilą. Ta epoka minie jak mijają pory roku, jak topnieje śnieg i spadają jesienne liście. 





Bez końca wpatruj się w oczy dziecka, całuj zapach jego włosków, pokochaj tę nową, pierwotną część swojej natury.



A potem idź zdobyć świat. Bo tym razem zdobywasz go nie tylko dla siebie.




foto zrobione 3 dni przed porodem :)



 

11 komentarzy:

  1. Czytam Twojego bloga od niedawna i choć jeszcze wiele czasu upłynie, zanim zostanę matką (mam 21 lat), za każdym razem jestem tak samo wzruszona, gdy piszesz o macierzyństwie. O podróżach z dzieckiem, o relacjach z partnerem na krótko po porodzie czy właśnie o "pierwotnej części natury". Jesteś żywym dowodem tego, jak wiele inspiracji daje macierzyństwo, a to bardzo budujące. Pozdrawiam, Asia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, na takie słowa czekałam, ja wiecznie narzekająca. A przecież cud prawdziwy mam w domu i mogę się nim cieszyć każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłabym pisać i pisać o tym jak to jest być młodą mamą, na blogu też o tym kiedyś wspomniałam.
    Urodziłam mając 18 lat, teraz mam dwoje dzieci, wiek już trochę inny ale wczesne macierzyństwo naładowało mnie taką energią, że czasem mam ochotę góry przenosić.
    Bycie młodą mamą ma również kilka minusów które dopiero widzę po trzydziestce ale są na prawdę małymi minusami porównując je z innymi pozytywnymi aspektami wczesnego macierzyństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne słowa. Bycie mamą to coś wspaniałego. Sama urodziłam córeczkę mając 19 lat i jestem szczęśliwa że mam taki cud przy sobie;) http://mama-nicolki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja synka urodziłam mają niespełna 20 lat i jestem mega szczęśliwa mama :) zapraszam do mnie- wczoraj też dodalam post "młoda, dumna mama" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. e tam ;) ja mam 22 a mój synek niedługo bedzie miał roczek :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacyjny tekst, lepiej tego tematu nie mogłaś ująć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętaj, że to Twoje życie. nie oglądaj się na innych. Bycie matką to najpiękniejsze, co może się nam przydarzyć. Nie ważne w jakim wieku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostałam mamą w wieku 37 lat. Wcześniej mój plan na życie nie zakładał wcale macierzyństwa. Pracowałam cały czas pracoholicznie na przyszłość. By po 40-tce w końcu zwolnić. Cóż... Po wielu latach wytężonej pracy bez urlopu wpadłam w stupor, gdy okazało się że na macierzyńskim nie jestem w stanie pracować tak samo mocno jak zawsze. Wprawdzie starałam się i pracowałam po nocach i podczas drzemek dziecka, bo nie wyobrażałam sobie, że mam się oto zatrzymać dla tego małego człowieka. Nie chciałam. I rozrywałam się gdy on płakał a ja miałam pilny dokument do zrobienia.I wcale nie chodzi o to, że chciałam być z dzieckiem, a musiałam pracować.. nie.. ja chciałam pracować, a do dziecka mnie nie ciągnęło. Tak, był chcianym i zaplanowanym. Ale ja przez rok po porodzie walczyłam z depresją. Bo zamotałam się wewnętrznie.. kim jestem,...a kim chcę być.. a kim muszę się stać? Gdy syn miał 1,5 roku zaczęłam wychodzić do pracy na kawałek etatu, gdy skończył 2 lata zaczęłam znów harówkę 12 godzinną która trwa do dziś. Teraz ma 2,5 roku, a ja jestem z nim tylko 2,5 godziny wieczorem. Ale dopiero teraz umiem go kochać, i gdy próbuję zatrzymać na kolanach by powąchać szyjkę.. to ucieka z głośnym "sio!". A gdy odgrywam rękoma scenkę "smok i rycerz" a syn śmieje się jak szalony... to mogłabym zatrzymać czas i cieszyć się chwilą. Tak, straciłam cały okres jego niemowlęctwa na szukanie siebie w tej sytuacji. Nie jest tak, że poród z automatu uruchomił we mnie program "matka". Od kilku miesięcy chodzę do psychologa, od kilku miesięcy uczę się być mamą i uczę się kochać swoje dziecko. A o tym, jak to jest być "starą" mamą, to można by długo pisać :)

    OdpowiedzUsuń